https://static.deon.pl/storage/image/core_files/2015/3/13/9f78a8f44e424bbf53c6b579e73e9e16/jpg/deon/articles-thumb-xlarge-breakpoint-default/droga-krzyzowa-droga-slabego.jpg

 Droga Krzyżowa - 27.03.2020 r.

Duszpasterstwo KUCHNIA

 

Wstęp

Panie Jezu, dziś bardziej niż kiedykolwiek możemy współodczuwać Twoje osamotnienie, lęk i niepewność z Ogrójca i Krzyża. Dziś  bardziej niż kiedykolwiek świat – a my wraz z nim – przechodzi kolejne stacje swojej drogi krzyżowej. Nie chcieliśmy usłuchać wezwania do nawrócenia. Dziś – przymuszeni zewnętrzną sytuacją – odbywamy mozolną wędrówkę przez nasze wnętrze. Dziś jeszcze nie wiemy, z ilu stacji będzie się składać ta nasza droga krzyżowa. Ale jednego jesteśmy pewni. Na jej końcu czeka na nas zmartwychwstanie i życie. Obyśmy tylko potrafili i chcieli dotrwać do końca. Bo kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony.

Stacja I

Pan Jezus na śmierć skazany

Jezusa przyprowadzono do Piłata na sąd. Jezus był dla niego kimś obcym. Z początku, Jego los był mu zupełnie obojętny. Lecz szybko zaczął on fascynować namiestnika Rzymu. Niesamowita osobowość Jezusa wywarła na nim wrażenie na tyle duże, że, jak czytamy w Ewangelii według świętego Jana, od tej pory starał się Go uwolnić. Jednak starszyzna żydowska zagroziła Piłatowi, że jeśli uwolni Jezusa, nie będzie już przyjacielem Cezara. Cezar, władca świata, to symbol siły, sukcesu, bogactwa, sławy, władzy. Jaka jest moja postawa w stosunku do Jezusa? Czy jest mi obojętny? Czy już Go poznałem
i staram się Go ocalić w oczach świata? A może, żeby nie przestać być przyjacielem Cezara, odrzucam Jego naukę, przykazania, Jego miłość, by tylko nie ośmieszyć się w oczach świata? Czy już skazałem Go na śmierć?

Stacja II
Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Tradycja podaje, że Jezus przed wzięciem krzyża, całuje go. Nie tylko godzi się na śmierć krzyżową, ale czyni to z ochotą. A przecież, czy wszechmocny Bóg nie mógłby odkupić człowieka z grzechu bez męki i śmierci? Bez krzyża? Jezus uczy nas, że cierpienie podjęte dla innych, cierpienie podjęte z miłości sprawia, że jesteśmy podobni do samego Boga. Jak czytamy w szóstym rozdziale Ewangelii według świętego Łukasza: Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Proszę Cię, Boże, dawaj mi odwagę, bym umiał brać swój krzyż każdego dnia i miał siły iść za Tobą. Przez mękę i śmierć, aż po zmartwychwstanie.

Stacja III
Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem

Początek drogi, zaczynasz iść w pełni sił. W czasie drogi myślisz, że wiesz jak ją całą przejść, przecież dobrze umiesz chodzić. Praktycznie nie spodziewasz się porażki. A jednak, pierwszy upadek, niespodziewany. Taki upadek najbardziej zaskakuje, czasem nawet tak bardzo, że nie wiesz jak się
z niego ponieść. Pierwsza porażka w pracy, pierwszy zawód miłosny. Jezus też nie spodziewał się upadku, może był tak samo zaskoczony, jak Ty swoim niepowodzeniem. Czy został jednak na ziemi
i nie poszedł dalej? Nie. Przezwyciężył wstyd upadku, bo wiedział, że gdy wstanie, czeka Go dalsza droga prowadząca do najpiękniejszego celu – zbawienia umiłowanego człowieka.

Stacja IV
Jezus spotyka swoją Matkę

Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły. Maryja, kobieta, matka, cierpiąca, która musi wykazać się wielkim męstwem. Idzie razem z Synem Jego ostatnią drogą, pełną bólu i trwogi. Co może sobie przypominać Syn niosąc krzyż, gdy widzi Matkę? Jej ciepłe przytulenie, jej oddanie, jej pomocną dłoń, dobrą radę, wsparcie, uśmiech, jej wierną obecność bez względu na sytuację… Teraz cierpi razem z nim, chociaż kosztuje ją to tak wiele… Wie, że musi być przy Nim, nawet tu i teraz. Sama jej obecność, jest dla Niego wsparciem, nie musi nic mówić, robić, wystarczy, że jest…
A nasze matki, czy zauważamy jak stoją przy nas w każdej sytuacji, tej dobrej i tej trudnej, wymagającej i radosnej.  Spójrzmy na nie, jak Chrystus na Maryję z wdzięcznością i miłością, za to, że potrafią być odważne i towarzyszyć swoim dzieciom bez względu na sytuację, w której się znajdują. Maryjo wspieraj nas i nasze mamy, abyśmy nie ulegli pokusie i nie uciekli przed krzyżem, ale umieli do końca wytrwać pod nim, tak jak Ty wytrwałaś mężna i kochająca.

Stacja V
Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Po całym dniu ciężkiej pracy w polu Szymon zostaje przymuszony do pomocy w niesieniu krzyża Jezusa. Możemy tylko domyślać się, co wtedy tak naprawdę czuje. Możliwe, że wracał do domu
z nadzieją, że wreszcie odpocznie, wróci do rodziny, aby spędzić z nią resztę dnia. Jednak bez jego woli zostaje mu to wszystko odebrane. Pomoc bliźniemu nie zawsze jest czymś przyjemnym dla nas. Kosztuje wiele wyrzeczeń z naszej strony. Dodatkowo może zostać niedoceniona tak, jak to sobie wyobrażaliśmy. Jednak trzeba pamiętać, że każdy dobry gest, nawet najmniej znaczący, w stronę drugiego człowieka, przybliża nas do zbawienia. Tradycja mówi, że w trakcie niesienia krzyża Cyrenejczyk został świętym – przymus stał się wyborem, który skierował go na właściwą drogę.

Stacja VI
Święta Weronika ociera twarz Jezusowi

W przeciwieństwie do Szymona, Weronika nie była zmuszona do pomocy Jezusowi. Co więcej, nie zrobiła czegoś niezwykłego, spektakularnego. Zrobiła tyle, ile mogła – otarła Najświętszą Twarz
z potu, krwi, pyłu. Odbicie Twarzy Jezusa było nagrodą za uczynek miłosierdzia. Ilekroć pomagamy, my również dostrzegamy Jego wizerunek w drugim człowieku. A czy ja wykorzystuję swoje możliwości i talenty do niesienia dobra? I czy z pokorą przyjmuję to, ile jestem w stanie zrobić?

Stacja VII
Jezus drugi raz upada pod krzyżem

Kolejny upadek. Co ja robię w takiej sytuacji? Przecież dałem sobie szansę, już raz spróbowałem. Tym razem miało być już dobrze. Jednak znowu porażka, nieoczekiwany błąd. Nie chcę już podejmować następnej próby, bo po co? I tak to do niczego dobrego nie prowadzi, jak tylko do upadku. Jednak spójrz na Jezusa. Wie, co Go czeka, wie, że będzie coraz trudniej. Coraz bardziej opada z sił. Jednak wstaje i nie zważając na cierpienie i to, że znów upadł, idzie do przodu. Widzi to, co kryje się pod tym cierpieniem, wie, jaki jest Jego cel. Możemy upadać, ale tyle samo razy możemy powstawać. Jak On.

 

 

Stacja VIII
Jezus spotyka płaczące niewiasty

Nie płaczcie nade mną.. Bo ja idę na śmierć z miłości… Czy nie widzisz łez Twojego brata, który pogubił się w życiu i nie może odnaleźć właściwej drogi, ubogiego, samotnego, uzależnionego… Płaczecie nade mną z litości, z żalu.. Co Jezus mógł mówić płaczącym niewiastom? Okazywane współczucie powinno pokrzepiać, ale nie dawało wsparcia. To nie oczy matki, to nie chusta Weroniki.. Jezus poucza płaczące niewiasty.. w tej jednej z ostatnich swoich nauk pokazuje, gdzie jest prawdziwe nieszczęście.. Nie w śmierci fizycznej, ale w życiu w grzechu. On idzie na śmierć z miłości, sam zgodził się na wyplenienie woli Ojca, sam chciał oddać swoje życie za każdego z nas, to była jego decyzja, tak chce umrzeć za ciebie.
Niewiasty płaczcie, nad tymi, którzy w mojej męce nie odnajdują pokrzepienia, a moim zmartwychwstaniu życia.

Stacja IX
Pan Jezus trzeci raz upada pod krzyżem

Nie jest łatwo iść, kiedy każdy krok sprawia ból, ale gdy widzisz koniec drogi, czujesz, że możesz więcej i szybciej. Tak bardzo jesteś skupiony na dotarciu do celu, że nie zauważasz małego kamyczka
i upadasz. Być może to upadek ze zmęczenia. Brak sił powoduje, że podniesienie się jest wręcz niemożliwe. Kończy się czas na egzaminie, a Ty nie zrobiłeś jeszcze kilku zadań, dyrektor w ostatniej chwili odrzuca cały twój projekt, który przygotowywałeś od długiego czasu, żona po raz kolejny twierdzi, że do niczego się nie nadajesz, chociaż to Ty dziś ugotowałeś obiad i przypilnowałeś, by dzieci odrobiły lekcje. Wszystko przestaje mieć sens, nie wiesz jak wstać, przez moment nawet nie wiesz po co wstawać. Wtedy najłatwiej narzekać. W Piśmie Świętym czytamy, że Moc w słabości się doskonali. Panie Jezu, pozwól mi nauczyć się od Ciebie wstawania i podążania do najważniejszego celu – życia wiecznego.

Stacja X
Pan Jezus z szat obnażony

Krótka spódnica, gołe ramiona, tu coś poprawię, tu powiększę, pomaluję… Może ktoś spojrzy, zauważy i się zachwyci? I co? Pożądanie jest tylko chwilowe, zaspokojone, a wkrótce przeminie.
A Tobie zostanie jedynie smutek, wstyd i osamotnienie. A może by ten zapał i pracę włożyć
w upiększenie swojego serca? W końcu to ono jest źródłem miłości – tej, która nigdy nie ustaje.
Jezu, publicznie z godności odarty, pomóż mi bronić mojej godności i czystości serca.

Stacja XI
Pan Jezus do krzyża przybity

Jezu, na wpół żyw rzucony zostałeś na krzyż. Twoje ciało umęczone jeszcze rozciągane ponad miarę. Te tępe uderzenia młota i Twój cichy jęk boleści. Tylko… To nie gwoździe. To moja złość. To mój brak miłości. To moja pycha. To nie gwoździe Cię przybiły. To mój grzech. Jezu, czym są moje codzienne cierpienia wobec Twojej męki? Naucz mnie oddawać Ci mój ból, abym w Twoich ranach odnalazł pocieszenie i sens cierpienia.

 

 

 

Stacja XII
Jezus umiera na krzyżu

Święty Augustyn zauważył, że przecież Jezus mógł zejść z krzyża, w końcu był wszechmogący. Ale On zdecydowanie wolał wstać z grobu. Przejść Drogę męki, poniżenia, w końcu umrzeć. Wybrał to, ponieważ tak bardzo umiłował człowieka. Umiłował mnie i Ciebie, każdą osobę, na którą codziennie spoglądasz. Droga krzyżowa stała się swoistą Drogą Miłości. Czy potrafię na co dzień tę Miłość docenić? Równie mocno kochać? Kochać jak On?

Stacja XIII
Pan Jezus zdjęty z krzyża

Umęczone Ciało Chrystusa zostało zdjęte z krzyża i oddane Matce. W trakcie każdej Eucharystii to Ciało jest oddawane nam. Czy przyjmujemy Je z taką czcią i namaszczeniem, z jakim przyjęto to Ciało w momencie zdjęcia z krzyża? Wszak Chrystus dał się umęczyć właśnie za nas. Jezu, ucz nas nieustannie przezwyciężać pokusę opuszczania Komunii Świętej i lekceważenia jej, dodawaj sił, byśmy w tym sakramencie dostrzegali najwyższą wartość życia chrześcijańskiego.

Stacja XIV
Jezus złożony do grobu

Grób. Dla nas, żyjących, jest swoistym końcem. Zamknięciem pewnego etapu, tego wszystkiego, co działo się tu na ziemi. Lecz okazuje się, że w rzeczywistości to może być dopiero początkiem. Tylko od nas zależy jak to na ziemi będzie wyglądać nasza relacja z Bogiem. Czy grób stanie się dla nas symbolem śmierci czy też wejściem w Życie. Jedno jest też pewne – w grobie nie można zakopać Miłości. Tej, którą Chrystus nas obdarzył i którą my możemy mu oddać. Tylko od nas to zależy. Musimy jednak pamiętać, że prawdziwa Miłość na śmierć nie umiera.

Zakończenie

Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu